0
maxima 20 lutego 2026 23:09
Image

wrak statku Saint Christopher
Image

Widok na lodowiec Martial
Image

Image

Wokół rezerwatu miejskiego Bahía Encerrada
Image

Image

Image

Domki osiedla Misión Baja
Image

W tej okolicy są też eksponaty torpedowca Tawwora i samolotu DC3-5 Tango 22

Image

Image

Dochodzimy do punktu z widokiem na miasto, port i góry

Image

Image

Obchodzimy Bahia Encerrada i oglądamy z bliska domki wybudowane dla pracowników marynarki Argentyny

Image

Image

Image

Casa Beban z lodowcem Martial w tle
Image

Wracamy do centrum kierując się w stronę lokalnego targu i food tracków. Zarówno bondiola (15k ars) , jak i choripan (10k) bardzo dobre

Image

Image

Po posiłku ruszamy jeszcze w stronę wybrzeża z zamiarem obejrzenia zachodu słońca o 21:35. Dość mocno wieje i jest zimno, samo słońce za chmurami, więc wracamy na główny deptak, gdzie sklepy już zamknięte, ale ludzi wciąż sporo. Umawiamy się na wspólny trekking do Laguny Esmeraldy jutro, jeśli pogoda dopisze.W nocy nie padało, więc szlak powinien być ok. Pakuję swoje rzeczy, wymeldowuje się, a bagaż zostawiam na recepcji. Zamawiam ubera za niecałe 23k ars i jedziemy na parking, gdzie rozpoczyna się szlak do Laguny Esmeraldy.

O 8:40 zaczynamy trekking. Najpierw jest gęsty las i trochę błota, ale da się przejść w miarę suchą stopą. Są też drewniane kładki.

Image

Image

Image

Potem wychodzimy na torfowisko

Image

Image

Image

Dalej idziemy ok 20min przez las i dochodzimy do polany, gdzie trochę wieje

Image

Image

Image

Zostaje już krótki spacer do Laguny. Trochę ludzi jest, ale nie są to tłumy.

Image

Do jeziora docieramy o 11. Niebo pochmurne, ale widoki fajne, zwłaszcza na lodowiec Ojos del Albino.

Image

Image

Można obejść jezioro, a nawet podejść bliżej lodowca. My jednak nie mamy na to czasu. Chwilę odpoczywamy i robimy zdjęcia.

Image

Image

Image

Zaczynamy wracać. Na szlaku wciąż spotykamy ludzi idących w stronę Laguny. Szlak latem jest dostępny do godz. 15.

Image

Image

Na parking dochodzimy chwilę przed 13 i próbujemy złapać stopa do miasta. Po dosłownie 3 sekundach zatrzymuje się starszy pan w rozklekotanym samochodziku i oferuje podwózkę do bramy miasta za darmo. Próbujemy rozmawiać po hiszpańsku (ani ja, ani koleżanka nie jesteśmy biegłe). Podróż szybko mija, wysiadamy przy bramie. Do centrum zostaje nam 6 km. Znów próbujemy łapać stopa. Zatrzymuje się młody chłopak. Pytam, czy jedzie do centrum i czy chce pieniądze, on mówi, że nie, więc wsiadamy.

W połowie drogi pokazuje nam ubera z ceną 4k ars. Lekko zdziwione mówimy, że ok. Ostatecznie podrzucił nas w okolice muzeum-więzienia i dałyśmy mu 3k ars, bo z 10k nie miał wydać.

Idziemy do muzeum zapytać o cenę i czas potrzebny na zwiedzanie. Pani mówi, że rekomenduje ok 2h, a koszt to 44k ars. Jest już 13:30, a o 16 rozpoczyna się boarding na statek, więc odpuszczamy.

Image

Image

Idziemy jeszcze coś zjeść. Wybór pada na choripan tam, gdzie wczoraj. Po posiłku idę do hotelu chwilę odpocząć i zabrać rzeczy. Po 15 ruszam w stronę portu. Przygodę czas zacząć!

ImageDo portu ruszam po 15 zgodnie z radami, żeby być wcześniej. O 15:20 przy bramie wejściowej jest już spora kolejka, która z każdą minuta rośnie. Najpierw pracownicy portu sprawdzali voucher i paszport, a potem kierują w stronę statku. MV Ushuaia stoi na końcu pirsu. Po drodze mijam większe jednostki.

Image

Image

Jest i mój statek

Image

Pogoda fajna, słonecznie, tylko mocno wieje. Tak że lżejsze walizki i bagaże się przewracają. Kolejka ustawia się przy trapie.
Boarding zaczął się tuż po 16. Każda osoba jest weryfikowana przed wejściem na pokład, bagaż zostaje oznaczony i potem zostanie dostarczony do kabiny.

Image

Po wejściu na statek idę do saloniku, w którym odbywa się check-in oraz późniejsze oficjalne powitanie.

Image

Tutaj otrzymuje się informacje o swojej kajucie, swoim osobistym numerze, który będzie nas identyfikował do końca rejsu oraz zabierany jest paszport – zostanie zwrócony po uregulowaniu rachunku dzień przed zejściem na ląd. Trzeba też zaznaczyć swój nr buta, aby otrzymać kalosze na zejścia. Kalosze są nieocieplane, więc w zimniejsze dni wskazana jest więcej niż jedna para skarpet, najlepiej wełnianych. Rekordzista na statku zakładał 4 pary, więc warto brać większe kalosze, żeby udało się wcisnąć stopy.

Idę do swojej kajuty. Bukowałam najtańszą opcję, a więc pokój opisany jako Standard Twin z łóżkiem piętrowym. Moja kajuta znajduje się na pokładzie E, tuż za pokojami załogi i obok szpitala. Łazienkę dzielimy z drugim pokojem. Dla kobiet i mężczyzn są osobne kajuty, pojedyncze osoby są kwaterowane z osobą tej samej płci. Luksusów nie ma ;) W pokoju jest zlew z lustrem i suszarką do włosów oraz szafa i biurko. Moja mała walizka idealnie się mieści w szafie. Są dostępne wieszaki. Dodatkowo w każdej kajucie są kamizelki ratunkowe. W łazience jest prysznic, podstawowe kosmetyki oraz toaleta. Kajuta jest sprzątana codziennie (chyba, że ktoś nie chce), ręczniki można wymienić wg potrzeb, standardowo są chyba wymieniane 2 razy w ciągu rejsu.

Image

Image

Image

Na łóżku czekają na mnie jeszcze czekoladki

Image

O 17:30 w loungu odbywa się oficjalne powitanie, gdzie jest serwowane wino, przekąski oraz tort. Następuje także prezentacja załogi – lidera wyprawy Martina, jego zastępczyni oraz pracowników naukowych, którzy będą przeprowadzać wykłady.

Image

Image

W lounge całą dobę będzie dostępna woda, kawa, herbata i gorąca czekolada. Dostępne są też owoce – podobno zielone jabłka pozytywnie działają przy chorobie morskiej (trudno powiedzieć, żeby jej zapobiegały). Woda na statku jest zdatna do picia z każdego kranu. Po kilku dniach skończy się nam zapas wody z lądu i statek będzie odsalał wodę morską - będzie ona zdatna do picia. Zalecane jest wówczas picie np. herbaty. Mi smak wody jakoś bardzo nie przeszkadzał.

Statek wypływa z portu o 18. Wciąż jest słonecznie, na pokładzie przyjemnie ciepło.

Image


Dodaj Komentarz

Komentarze (1)

102470 21 lutego 2026 05:08 Odpowiedz
Gratuluję i podziwiam za Antarktydę na spontanie :twisted: i dołączenia do elitarnego klubu "100 dni" :D