Wielu z nas marzy o odwiedzeniu wszystkich kontynentów. Antarktyda jest najtrudniejsza, bo ceny rejsów ciągle idą w górę, sezon jest dość krótki, a samo dotarcie na biały kontynent trochę trwa i kosztuje. Wydawało mi się, że ciężko to ogarnąć w wersji last minute w akceptowalnych pieniądzach – jeśli tańszy rejs, to loty na parę dni przed tanie już nie są
:lol: Pewnie nigdy nie będzie to impreza „prawie” 4free.
Pomysł zrodził się z przypadku. Po powrocie z Karaibów 12 stycznia nadrabiałam forumowe zaległości. Przejrzałam też relację @marcin.krakow i komentarz @cart
Quote:
Farciarz, u mnie fale miały po 8 metrów...
No i pomyślałam, że może lepiej popłynąć w szczycie sezonu (grudzień-połowa lutego) niż później, bo może fale będą mniejsze. Oczywiście tu żadnej gwarancji nie ma. Poszperałam, pooglądałam filmiki i relacje z różnych wyjazdów w różnych miesiącach. Napisałam do kilku agencji z zapytaniem o rejsy i ceny w styczniu 2027. Cena rejsu, który najbardziej mi odpowiadał nie była niska:
Quote:
January 2027 Quad Porthole cabin @ US$ 11,600 per person Twin Porthole cabin @ US$ 14,250 per person Twin Window cabin @ US$ 14,900 per person Twin Deluxe @ US$ 16,400 per person
Odpisałam pani, że pomyślę i dopytałam o ceny last minute. No i może minęły 2h od tego maila do decyzji, że jednak trzeba spróbować w tym roku
:D
:shock: lepszego czasu, miejsca i zdrowia (ceny prawdopodobnie też) może już nie być. Najpierw dostałam fajną ofertę na kajutę dla 2os na nowocześniejszym statku za 7500 USD/os. Oceny były dobre, więc zaczęłam szukać dolotów – tanio nie było
:twisted: raczej trzeba liczyć 6000zł niż 3000zł. Loty za mile nie były dostępne z WAW, a z Europy wybiórczo w stawkach powyżej 30k mil OW + dopłaty od 1000zł w eco.
Minusem tej imprezy były tylko 4 dni w okolicy Antarktydy. Szukałam więc dalej.
Odpowiadał mi inny rejs z Oceanwide, z którym podróżowali zarówno @cart, jak i @hiszpan. Dużo aktywności w cenie, termin początek marca, na miejscu 7dni, cena do zniesienia. Minusy to konieczność wykorzystania 14dni urlopu (13 w wersji optymistycznej, jak podpasują loty) i marzec – niby sezon na wieloryby. Byłby więc ok 20 marca i ja już bym miała wykorzystane 19 dni urlopowych. Ciężki rok… Szybko ten pomysł też upadł z innego powodu – w pracy nie dostanę w tym terminie urlopu.
No więc nie zostało mi nic innego jak wybór rejsu w lutym, tak aby najpóźniej 2-3 marca być w pracy. W danym budżecie zostało tylko kilka możliwości. Była mniej więcej środa, kiedy na krótkiej liście zostały 3 rejsy spełniające moje ograniczenia budżetu i czasu. Dałam sobie czas na zastanowienie i pogłębiony research. W czwartek zdecydowałam o wyborze rejsu operowanego przez Antarpply (statek MV Ushuaia) i trasę uwzględniającą Morze Weddella. W piątek wszystko opłaciłam, zabukowałam loty i pozostało mi czekać do kolejnej soboty na rozpoczęcie wyprawy.
Podróż miała wyglądać następująco: 31.01 WAW-FCO za mile w najmilszym poniedziałku – najtańsza usługa na tym wyjeździe
:mrgreen:
:lol: 31.01 FCO-EZE na pokładzie Aerolineas Argentinas – tak jak kolejne odcinki południowoamerykańskie 2.02 AEP-USH 3.02 początek rejsu 14.02 powrót do Ushuaia w godzinach porannych 14.02 o godz. 18:50 lot USH-EZE i przesiadka na EZE-MAD o 23:50 15.02 MAD-WAW na pokładzie Wizz
Z kwestii organizacyjnych: po zabukowaniu rejsu dostałam poradnik, co zabrać i spakować oraz czego się spodziewać. Stworzono także osobiste konto z najważniejszymi informacjami o diecie i alergiach, zdrowiu (trzeba podać grupę krwi), datach i godzinach lotów do i z USH. Ważnym kosztem dodatkowym jest ubezpieczenie. U mnie operator wymagał wpisania szczegółów polisy na swoim profilu. Ubezpieczenie musiało obejmować:
Quote:
All passengers are required to carry travel insurance that provides emergency medical evacuation and repatriation from Antarctica for a minimum coverage of US$100,000.
Ostatecznie kupiłam w Generali na kwotę 1 mln zł za ok 400zł. Ze względu na krótki termin do wyjazdu ubezpieczenie na wypadek rezygnacji nie było już dostępne (min 30 dni przed).
Kolejna sprawa to odzież. Najczęściej obuwie do zejścia na ląd jest zapewnione. Niektóre firmy udostępniają też kurtki (nawet można je zabrać). Są też i takie, które wymagają konkretnej odzieży, żeby zejść na ląd:
Quote:
To ensure your safety during expeditions, we require all participants to wear waterproof trousers with a minimum rating of 15,000 mm during shore landings.
Jeśli ktoś nie ma odpowiednich ciuchów, to można wypożyczyć w Ushuaia lub po prostu kupić. Pytałam ludzi na miejscu i koszt wypożyczenia odzieży wierzchniej i rękawiczek to ok 150-200 USD/os. Potrzebna jest też bielizna termiczna, skarpety (najlepiej 2-3pary), czapka itp. Warto o tym pamiętać, bo z reguły to nie są tanie rzeczy. Całkowity koszt wyprawy może więc istotnie wzrosnąć.
Miałam ok 6 dni na skompletowanie ekwipunku i przygotowanie się do podróży. Z pewnymi obawami i ekscytacją czekałam na kolejną sobotę.
BONUS Zupełnie przypadkiem okazało się, że także zrealizowałam projekt „7 kontynentów w mniej niż 100 dni”. Zaczęłam liczyć moje ostatnie podróże i wyszło, że od mojej wyprawy na wyspy Pacyfiku i wizyty w Szanghaju w listopadzie 2025, przez Maroko w grudniu, Karaiby w styczniu i te kilka dni w Ameryce Płd w lutym do postawienia stopy na siódmym kontynencie minęło równo 98 dni
8-) Widać tak miało być
Mając w pamięci sylwestrowy paraliż na lotnisku Chopina (lot do Londynu był opóźniony o 3,5h) wolałam polecieć do Rzymu bezpośrednio i z odpowiednim zapasem czasu. Pasował mi poranny lot LO, w dodatku był dostępny w Najmilszym za 7k mil + ok 90zł.
W sobotę rano ruszam więc na stołeczne lotnisko, gdzie kieruję się do saloniku na śniadanie. Ledwo kończę jeść, a już wzywają na Final Call, choć do planowanego startu jeszcze 40 minut. Zrywam się i biegiem lecę pod bramkę 38. Taka poranna rozgrzewka. Do samolotu ma nas dowieźć autobus. Wszyscy pasażerowie są w środku, a autobus dalej nie rusza. Po paru minutach wchodzi pan i mówi, że musimy wrócić do terminala, bo samolot ma problem z odpaleniem silników
:twisted: w nocy w Warszawie było coś w okolicy -20C, odczuwalna obecnie to -21C. No nic. Pytam kiedy boarding i obsługa mówi, że za 10 minut będą mieć info. Nie chce mi się już iść do saloniku, więc czekam pod bramką. W efekcie po 30 minutach rozpoczął się właściwy boarding, a lot był opóźniony o 1h.
Samolot startuje, pogoda piękna. Czy gdyby Antarktyda była zurbanizowana, to wyglądałoby to podobnie?
W Rzymie lądujemy o 11:12. Wita nas piękna pogoda i słońce. Autobus zabiera nas do terminalu. Ja kieruję swoje kroki w stronę połączeń transferowych i bez żadnych problemów po kilkunastu minutach jestem już po kontroli paszportowej i pod bramką.
Czekam na przylot samolotu Aerolineas Argentinas z Buenos Aires. Sam boarding dość sprawny, ale samolot stary i brudny. Nie wiem, kiedy ostatni raz porządnie tu sprzątano. Jedzenie też słabe – nie wygląda apetycznie, choć w smaku nawet znośne. Jednak największy problem to ilość. Zdecydowanie za mało jak na ponad 13-godzinny lot.
IFE też słabe, oglądam jeden film i próbuję zasnąć. Nawet mi się to udaje. Śniadanie na 1,5h przed lądowaniem strasznie słabe – nic ciepłego tylko jogurt, orzeszki, wafelek i owoce.
Po wyjściu z lotniska już jestem głodna.
Ląduję przed 5 rano na Ezeiza. Kolejka do kontroli paszportowej na ok 20 minut. Pytania strażnika o cel podróży i adres hotelu. Nie wbijają już pieczątek do paszportu. Działa wifi.
Szybko udało mi się opuścić lotnisko i idę na przystanek linii nr 8. Jest 5:35 i czekam aż coś przyjedzie. Nie spieszy mi się zbytnio, bo aż tak wczesny check in w hotelu może nie być możliwy
:twisted: Podjeżdża autobus, płacę Revo 678,42 Ars (1,68zł, kurs USD/ARS to obecnie 1440) i jedziemy zwiedzać przedmieścia BA
:lol: po opuszczeniu lotniska jeszcze podziwiam wschód słońca, a potem autobus krąży po różnych okolicach, podjeżdża nawet pod boiska argentyńskiego związku piłki nożnej, który łatwo rozpoznać po ogromnej ilości zdjęć Leo Messiego. Po prawie 2h wysiadam w okolicy Obelisco i idę do Novotelu. Jest niedziela, ulice puste, nawet czyste, we wnękach i zakamarkach jednak dość dużo bezdomnych. Mimo to puste aleje Buenos są piękne.
W tym Novotelu byłam ostatnio w listopadzie 2024 i na recepcji wita mnie nawet ten sam recepcjonista
:D miła pogawędka i ze względu na status udostępnia pokój o 8 rano. Planowałam śniadanie w jednej z kawiarni w stylu fin de siècle, ale jestem tak głodna, że dopłacam za śniadanie w hotelu. Idę się odświeżyć i schodzę na posiłek. Potem chwilę odpoczywam i ruszam na miasto.
Buenos dość dobrze zwiedziłam niewiele ponad rok temu, więc tym razem nie planowałam większej eksploracji miasta. Raczej chciałam odpocząć po podróży i nacieszyć się ciepłem, gdy w Warszawie wciąż temperatury po -15C. W niedzielę większość rusza na San Telmo, ale było gorąco, a sam targ poprzednim razem mnie nie zachwycił głównie ze względu na ogromne tłumy. Postanowiłam się poszwędać po mieście odwiedzając znane mi już miejsca i odkrywając nowe. Najpierw poszłam w stronę Kongresu, który poprzednim razem zwiedzałam również w środku.
Na ulicach wciąż jest niewielki ruch, a ja lubię klimat tej okolicy. Robi się już ciepło. Potem spaceruję do Palacio Barolo, ale 48k ars (ok 35 USD) to zdecydowana przesada za zwiedzanie. Podziwiam więc klatkę.
Ruszam w stronę Alei 9 lipca
Mijam najstarszą Cafe Tortoni, gdzie stale są kolejki do wejścia. Dochodzę do Plaza de Mayo.
Swoje kroki skierowałam do muzeum Casa Rosada, które jest za darmo, a poprzednim razem pominęłam. Jest już dość gorąco, wiec odpoczynek w klimatyzowanym muzeum daje chwilę wytchnienia. Działa darmowe wifi. W muzeum można zgłębić historię Argentyny ostatnich 200 lat. Napisy głównie po hiszpańsku, ale QR kody przenoszą do wersji angielskiej.
Potem idę w stronę Puerto Madero i Mostu Kobiet.
Panuje dość duży upał, więc planuję udać się do Costanera Sur. Spaceruję w cieniu i mogę obserwować bobry, żółwie, jaszczurki, mnóstwo ptaków i kolorowych motyli.
Na plaży nad rzeką mnóstwo ludzi, także w wodzie. Urugwaju nie udało mi się dostrzec.
Kieruję się do wyjścia z parku i wracam przez Puerto Madero do hotelu.
Po drodze wstępuję jeszcze po alfajor w Havanna
Mijam obelisk, gdzie teraz są już tłumy ludzi.
Popołudnie spędzam nad basenem, a wieczorem oglądam plenerową milongę.
Kolejnego dnia ruszyłam z dobrze znanego mi AEP do Ushuaia.Rano jem śniadanie i wychodzę na przystanek autobusu nr 8, żeby dojechać na lotnisko AEP. Zauważyłam, że rozkład, który wyświetla się w google maps raczej nie zgadza się z rzeczywistością. Wszystkie autobusy, którymi jechałam teraz i poprzednim razem odjeżdżały 2-3min wcześniej niż wskazywał rozkład w google. Warto wiec być na przystanku wcześniej
:) Dojazd na lotnisko AEP autobusem nr 8 to aktualnie koszt 593,7 ARS (1,48zł). Autobus zatrzymuje się po drugiej stronie wejścia na terminal krajowy. Podczas kontroli bagażu nikt nie zwraca uwagi na płyny, a w okolicy bramki 1-2 znajduje się poidełko. Choć woda w smaku niedobra. Boarding, autobus i o 11:20 samolot rozpoczyna start w stronę Ushuai. Na pokładzie rozdają małe chipsy i napoje – w AR poza śniadaniem nie serwują w ogóle soków
:? za to wybór kolorowych gazowanych napojów duży
:oops:
Przed lądowaniem widoki są fantastyczne – radze usiąść po prawej stronie.
Po wyjściu z lotniska świeci słońce, pogoda jest świetna, choć mocno wieje
Udaję się do hotelu, a po krótkim odpoczynku ruszam na miasto. Zaczynam od popularnego znaku Fin del Mundo.
Zagaduję stojącą tam dziewczynę o zdjęcie i dopytuję, co tutaj robi. Mówi, że jutro płynie na Antarktydę. Od słowa do słowa okazuje się, że najbliższe dni spędzimy razem na pokładzie MV Ushuaia. Ale przypadek!
Spędzamy resztę popołudnia razem. Najpierw poszłyśmy na spacer wokół rezerwatu Bahia Encerrada odwiedzając różne punkty widokowe i podziwiając osiedle Misión Baja.
Pomysł zrodził się z przypadku. Po powrocie z Karaibów 12 stycznia nadrabiałam forumowe zaległości. Przejrzałam też relację @marcin.krakow i komentarz @cart
No i pomyślałam, że może lepiej popłynąć w szczycie sezonu (grudzień-połowa lutego) niż później, bo może fale będą mniejsze. Oczywiście tu żadnej gwarancji nie ma. Poszperałam, pooglądałam filmiki i relacje z różnych wyjazdów w różnych miesiącach. Napisałam do kilku agencji z zapytaniem o rejsy i ceny w styczniu 2027. Cena rejsu, który najbardziej mi odpowiadał nie była niska:
Quad Porthole cabin @ US$ 11,600 per person
Twin Porthole cabin @ US$ 14,250 per person
Twin Window cabin @ US$ 14,900 per person
Twin Deluxe @ US$ 16,400 per person
Odpisałam pani, że pomyślę i dopytałam o ceny last minute. No i może minęły 2h od tego maila do decyzji, że jednak trzeba spróbować w tym roku :D :shock: lepszego czasu, miejsca i zdrowia (ceny prawdopodobnie też) może już nie być. Najpierw dostałam fajną ofertę na kajutę dla 2os na nowocześniejszym statku za 7500 USD/os. Oceny były dobre, więc zaczęłam szukać dolotów – tanio nie było :twisted: raczej trzeba liczyć 6000zł niż 3000zł. Loty za mile nie były dostępne z WAW, a z Europy wybiórczo w stawkach powyżej 30k mil OW + dopłaty od 1000zł w eco.
Minusem tej imprezy były tylko 4 dni w okolicy Antarktydy. Szukałam więc dalej.
Odpowiadał mi inny rejs z Oceanwide, z którym podróżowali zarówno @cart, jak i @hiszpan. Dużo aktywności w cenie, termin początek marca, na miejscu 7dni, cena do zniesienia. Minusy to konieczność wykorzystania 14dni urlopu (13 w wersji optymistycznej, jak podpasują loty) i marzec – niby sezon na wieloryby. Byłby więc ok 20 marca i ja już bym miała wykorzystane 19 dni urlopowych. Ciężki rok…
Szybko ten pomysł też upadł z innego powodu – w pracy nie dostanę w tym terminie urlopu.
No więc nie zostało mi nic innego jak wybór rejsu w lutym, tak aby najpóźniej 2-3 marca być w pracy. W danym budżecie zostało tylko kilka możliwości. Była mniej więcej środa, kiedy na krótkiej liście zostały 3 rejsy spełniające moje ograniczenia budżetu i czasu. Dałam sobie czas na zastanowienie i pogłębiony research. W czwartek zdecydowałam o wyborze rejsu operowanego przez Antarpply (statek MV Ushuaia) i trasę uwzględniającą Morze Weddella. W piątek wszystko opłaciłam, zabukowałam loty i pozostało mi czekać do kolejnej soboty na rozpoczęcie wyprawy.
Podróż miała wyglądać następująco:
31.01 WAW-FCO za mile w najmilszym poniedziałku – najtańsza usługa na tym wyjeździe :mrgreen: :lol:
31.01 FCO-EZE na pokładzie Aerolineas Argentinas – tak jak kolejne odcinki południowoamerykańskie
2.02 AEP-USH
3.02 początek rejsu
14.02 powrót do Ushuaia w godzinach porannych
14.02 o godz. 18:50 lot USH-EZE i przesiadka na EZE-MAD o 23:50
15.02 MAD-WAW na pokładzie Wizz
Z kwestii organizacyjnych: po zabukowaniu rejsu dostałam poradnik, co zabrać i spakować oraz czego się spodziewać. Stworzono także osobiste konto z najważniejszymi informacjami o diecie i alergiach, zdrowiu (trzeba podać grupę krwi), datach i godzinach lotów do i z USH. Ważnym kosztem dodatkowym jest ubezpieczenie. U mnie operator wymagał wpisania szczegółów polisy na swoim profilu. Ubezpieczenie musiało obejmować:
Ostatecznie kupiłam w Generali na kwotę 1 mln zł za ok 400zł. Ze względu na krótki termin do wyjazdu ubezpieczenie na wypadek rezygnacji nie było już dostępne (min 30 dni przed).
Kolejna sprawa to odzież. Najczęściej obuwie do zejścia na ląd jest zapewnione. Niektóre firmy udostępniają też kurtki (nawet można je zabrać). Są też i takie, które wymagają konkretnej odzieży, żeby zejść na ląd:
Jeśli ktoś nie ma odpowiednich ciuchów, to można wypożyczyć w Ushuaia lub po prostu kupić. Pytałam ludzi na miejscu i koszt wypożyczenia odzieży wierzchniej i rękawiczek to ok 150-200 USD/os. Potrzebna jest też bielizna termiczna, skarpety (najlepiej 2-3pary), czapka itp. Warto o tym pamiętać, bo z reguły to nie są tanie rzeczy. Całkowity koszt wyprawy może więc istotnie wzrosnąć.
Miałam ok 6 dni na skompletowanie ekwipunku i przygotowanie się do podróży. Z pewnymi obawami i ekscytacją czekałam na kolejną sobotę.
BONUS
Zupełnie przypadkiem okazało się, że także zrealizowałam projekt „7 kontynentów w mniej niż 100 dni”. Zaczęłam liczyć moje ostatnie podróże i wyszło, że od mojej wyprawy na wyspy Pacyfiku i wizyty w Szanghaju w listopadzie 2025, przez Maroko w grudniu, Karaiby w styczniu i te kilka dni w Ameryce Płd w lutym do postawienia stopy na siódmym kontynencie minęło równo 98 dni 8-) Widać tak miało być
W sobotę rano ruszam więc na stołeczne lotnisko, gdzie kieruję się do saloniku na śniadanie. Ledwo kończę jeść, a już wzywają na Final Call, choć do planowanego startu jeszcze 40 minut. Zrywam się i biegiem lecę pod bramkę 38. Taka poranna rozgrzewka. Do samolotu ma nas dowieźć autobus. Wszyscy pasażerowie są w środku, a autobus dalej nie rusza. Po paru minutach wchodzi pan i mówi, że musimy wrócić do terminala, bo samolot ma problem z odpaleniem silników :twisted: w nocy w Warszawie było coś w okolicy -20C, odczuwalna obecnie to -21C. No nic. Pytam kiedy boarding i obsługa mówi, że za 10 minut będą mieć info. Nie chce mi się już iść do saloniku, więc czekam pod bramką. W efekcie po 30 minutach rozpoczął się właściwy boarding, a lot był opóźniony o 1h.
Samolot startuje, pogoda piękna. Czy gdyby Antarktyda była zurbanizowana, to wyglądałoby to podobnie?
W Rzymie lądujemy o 11:12. Wita nas piękna pogoda i słońce. Autobus zabiera nas do terminalu. Ja kieruję swoje kroki w stronę połączeń transferowych i bez żadnych problemów po kilkunastu minutach jestem już po kontroli paszportowej i pod bramką.
Czekam na przylot samolotu Aerolineas Argentinas z Buenos Aires. Sam boarding dość sprawny, ale samolot stary i brudny. Nie wiem, kiedy ostatni raz porządnie tu sprzątano. Jedzenie też słabe – nie wygląda apetycznie, choć w smaku nawet znośne. Jednak największy problem to ilość. Zdecydowanie za mało jak na ponad 13-godzinny lot.
IFE też słabe, oglądam jeden film i próbuję zasnąć. Nawet mi się to udaje. Śniadanie na 1,5h przed lądowaniem strasznie słabe – nic ciepłego tylko jogurt, orzeszki, wafelek i owoce.
Po wyjściu z lotniska już jestem głodna.
Ląduję przed 5 rano na Ezeiza. Kolejka do kontroli paszportowej na ok 20 minut. Pytania strażnika o cel podróży i adres hotelu. Nie wbijają już pieczątek do paszportu. Działa wifi.
Szybko udało mi się opuścić lotnisko i idę na przystanek linii nr 8. Jest 5:35 i czekam aż coś przyjedzie. Nie spieszy mi się zbytnio, bo aż tak wczesny check in w hotelu może nie być możliwy :twisted: Podjeżdża autobus, płacę Revo 678,42 Ars (1,68zł, kurs USD/ARS to obecnie 1440) i jedziemy zwiedzać przedmieścia BA :lol: po opuszczeniu lotniska jeszcze podziwiam wschód słońca, a potem autobus krąży po różnych okolicach, podjeżdża nawet pod boiska argentyńskiego związku piłki nożnej, który łatwo rozpoznać po ogromnej ilości zdjęć Leo Messiego. Po prawie 2h wysiadam w okolicy Obelisco i idę do Novotelu. Jest niedziela, ulice puste, nawet czyste, we wnękach i zakamarkach jednak dość dużo bezdomnych. Mimo to puste aleje Buenos są piękne.
W tym Novotelu byłam ostatnio w listopadzie 2024 i na recepcji wita mnie nawet ten sam recepcjonista :D miła pogawędka i ze względu na status udostępnia pokój o 8 rano. Planowałam śniadanie w jednej z kawiarni w stylu fin de siècle, ale jestem tak głodna, że dopłacam za śniadanie w hotelu. Idę się odświeżyć i schodzę na posiłek. Potem chwilę odpoczywam i ruszam na miasto.
Buenos dość dobrze zwiedziłam niewiele ponad rok temu, więc tym razem nie planowałam większej eksploracji miasta. Raczej chciałam odpocząć po podróży i nacieszyć się ciepłem, gdy w Warszawie wciąż temperatury po -15C. W niedzielę większość rusza na San Telmo, ale było gorąco, a sam targ poprzednim razem mnie nie zachwycił głównie ze względu na ogromne tłumy. Postanowiłam się poszwędać po mieście odwiedzając znane mi już miejsca i odkrywając nowe. Najpierw poszłam w stronę Kongresu, który poprzednim razem zwiedzałam również w środku.
Na ulicach wciąż jest niewielki ruch, a ja lubię klimat tej okolicy. Robi się już ciepło. Potem spaceruję do Palacio Barolo, ale 48k ars (ok 35 USD) to zdecydowana przesada za zwiedzanie. Podziwiam więc klatkę.
Ruszam w stronę Alei 9 lipca
Mijam najstarszą Cafe Tortoni, gdzie stale są kolejki do wejścia. Dochodzę do Plaza de Mayo.
Swoje kroki skierowałam do muzeum Casa Rosada, które jest za darmo, a poprzednim razem pominęłam. Jest już dość gorąco, wiec odpoczynek w klimatyzowanym muzeum daje chwilę wytchnienia. Działa darmowe wifi. W muzeum można zgłębić historię Argentyny ostatnich 200 lat. Napisy głównie po hiszpańsku, ale QR kody przenoszą do wersji angielskiej.
Potem idę w stronę Puerto Madero i Mostu Kobiet.
Panuje dość duży upał, więc planuję udać się do Costanera Sur. Spaceruję w cieniu i mogę obserwować bobry, żółwie, jaszczurki, mnóstwo ptaków i kolorowych motyli.
Na plaży nad rzeką mnóstwo ludzi, także w wodzie. Urugwaju nie udało mi się dostrzec.
Kieruję się do wyjścia z parku i wracam przez Puerto Madero do hotelu.
Po drodze wstępuję jeszcze po alfajor w Havanna
Mijam obelisk, gdzie teraz są już tłumy ludzi.
Popołudnie spędzam nad basenem, a wieczorem oglądam plenerową milongę.
Kolejnego dnia ruszyłam z dobrze znanego mi AEP do Ushuaia.Rano jem śniadanie i wychodzę na przystanek autobusu nr 8, żeby dojechać na lotnisko AEP. Zauważyłam, że rozkład, który wyświetla się w google maps raczej nie zgadza się z rzeczywistością. Wszystkie autobusy, którymi jechałam teraz i poprzednim razem odjeżdżały 2-3min wcześniej niż wskazywał rozkład w google. Warto wiec być na przystanku wcześniej :)
Dojazd na lotnisko AEP autobusem nr 8 to aktualnie koszt 593,7 ARS (1,48zł). Autobus zatrzymuje się po drugiej stronie wejścia na terminal krajowy. Podczas kontroli bagażu nikt nie zwraca uwagi na płyny, a w okolicy bramki 1-2 znajduje się poidełko. Choć woda w smaku niedobra. Boarding, autobus i o 11:20 samolot rozpoczyna start w stronę Ushuai. Na pokładzie rozdają małe chipsy i napoje – w AR poza śniadaniem nie serwują w ogóle soków :? za to wybór kolorowych gazowanych napojów duży :oops:
Przed lądowaniem widoki są fantastyczne – radze usiąść po prawej stronie.
Po wyjściu z lotniska świeci słońce, pogoda jest świetna, choć mocno wieje
Udaję się do hotelu, a po krótkim odpoczynku ruszam na miasto. Zaczynam od popularnego znaku Fin del Mundo.
Zagaduję stojącą tam dziewczynę o zdjęcie i dopytuję, co tutaj robi. Mówi, że jutro płynie na Antarktydę. Od słowa do słowa okazuje się, że najbliższe dni spędzimy razem na pokładzie MV Ushuaia. Ale przypadek!
Spędzamy resztę popołudnia razem. Najpierw poszłyśmy na spacer wokół rezerwatu Bahia Encerrada odwiedzając różne punkty widokowe i podziwiając osiedle Misión Baja.