Marzyłam, aby znowu dotrzeć na Grenlandię, oczarowała mnie Czekałam więc cierpliwie na jakąś dobrą promkę..Byłam nawet gotowa powtórzyć dokładnie ten sam rejs na którym byłam kilka lat temu. Cierpliwość opłaciła się i w sierpniu udało mi się złapać ofertę last minute na wrzesień i to ze znajomą firmą Oceanwide Expeditions,. Tym razem rejs jest na południową część wyspy, zahaczając też o kawałek wschodu.. Wyjazd obejmuje lot z Kopenhagi na Grenlandię i oczywiście wszystkie wycieczki na trasie .
DZIEŃ 1 Lecę z przyjaciółką , porannym lotem z Warszawy do Kopenhagi, 4 godziny przerwy i wylatujemy na Grenlandię. Samolotem lecą już tylko rejsowicze. Pierwszy raz mam możliwość . przetestowania Air Greenland.. Ku mojemu zdziwieniu jest żarełko, przekąski i picie. Lot nie jest długi, ponad 4 godziny, bezpośredni , upływa bardzo szybko. Oczywiście siedzę przy oknie , bo mam nadzieję, na ładne widoczki przy lądowaniu. Niestety mega rozczarowanie. W tej części Grenlandii jest okropna pogoda, mgła , pada deszcz i ledwo co widać.
Szaro, buro i ponuro
Lądujemy na południu wyspy w Narsarsuaq . Z samolotu do budynku idziemy w deszczu na piechotę. To malutkie lotnisko. Nie ma żadnych samolotów , tylko nasz i kilka heli.
Bagaże docierają bardzo szybko. I ustawiamy się w kolejce do odhaczenia na liście rejsowej, to chwilę trwa. Podstawionymi busami jedziemy do portu.. Wsiadamy na "nasz" statek Plancius. Jest nieduży, tylko 50 kabin, ale największy w malutkim porcie.
Na pokładzie zaczynamy od powitalnego drinka i przekąsek. Nie ma już żadnych formalności typu sprawdzanie dokumentów, dostajemy kartę -klucz i idziemy do kabiny. Nieduża, ale z okienkiem. Nie jest tak komfortowa jak na dużych wycieczkowcach, ale ma wszystko co trzeba.. Ma trochę niestandardowy układ, ze względu na kształt, ale nam bardzo to pasuje. Każda z nas ma swoją szafę tuż przy łóżku, ,ale w innych częściach kabinki, więc nie ma tłoku przy ubiorze. Na szczęście deszcz jest trochę mniejszy , obserwujemy więc z pokładu jak ładują nasze bagaże.. Przed odpłynięciem mamy jeszcze obowiązkowe szkolenie.
W końcu odpływamy. A hoj przygodo
:DJeszcze przed kolacją mamy pierwsze spotkanie z częścią załogi i szybką odprawę. Dowiadujemy się co nas jeszcze czeka tego dnia Okazuje się, że po kolacji odwiedzimy osadę Qassiarsuk .
Trasa naszego rejsu
Mijamy taką ciekawą jednostkę . Wygląda trochę jak widmo w tej mgle. Fajne widmo
Stajemy całkiem blisko brzegu. Świetnie widać kolorowe zabudowania . A to co się bardzo rzuca w oczy to zielone zbocza, całkiem bujnie porośnięte trawami Niestety wciąż siąpi, ale i tak dobrze, że nie leje jak wcześniej.
Do brzegu szybko dopływamy zodiakami i idziemy na zwiedzanie. Qassiarsuk nie jest zwykłą grenlandzką osadą. Dawniej nazywała się Brattahlid i jest ściśle związana z początkiem Vikingów na wyspie. To właśnie tutaj po koniec X wieku przybył Eryk Rudy wygnany z Islandii za zabójstwa..Poszedł w ślady ojca , który za zabójstwa skazany został na banicję z Norwegii. Eryk założył tu pierwszą osadę. Tak się rozpoczęła się trwająca parę ponad 400 lat kolonizacja Grenlandii przez Wikingów. Stąd też Vikingowie pod wodzą syna Eryka rozpoczeli podróże do Vinylandii ( obecnie) Kanada Obecnie żyje tu ok 50 osób i wciąż hoduje się owce .
Czekałam więc cierpliwie na jakąś dobrą promkę..Byłam nawet gotowa powtórzyć dokładnie ten sam rejs na którym byłam kilka lat temu. Cierpliwość opłaciła się i w sierpniu udało mi się złapać ofertę last minute na wrzesień i to ze znajomą firmą Oceanwide Expeditions,.
Tym razem rejs jest na południową część wyspy, zahaczając też o kawałek wschodu.. Wyjazd obejmuje lot z Kopenhagi na Grenlandię i oczywiście wszystkie wycieczki na trasie .
DZIEŃ 1
Lecę z przyjaciółką , porannym lotem z Warszawy do Kopenhagi, 4 godziny przerwy i wylatujemy na Grenlandię. Samolotem lecą już tylko rejsowicze. Pierwszy raz mam możliwość . przetestowania Air Greenland.. Ku mojemu zdziwieniu jest żarełko, przekąski i picie. Lot nie jest długi, ponad 4 godziny, bezpośredni , upływa bardzo szybko.
Oczywiście siedzę przy oknie , bo mam nadzieję, na ładne widoczki przy lądowaniu. Niestety mega rozczarowanie. W tej części Grenlandii jest okropna pogoda, mgła , pada deszcz i ledwo co widać.
Szaro, buro i ponuro
Lądujemy na południu wyspy w Narsarsuaq .
Z samolotu do budynku idziemy w deszczu na piechotę. To malutkie lotnisko. Nie ma żadnych samolotów , tylko nasz i kilka heli.
Bagaże docierają bardzo szybko. I ustawiamy się w kolejce do odhaczenia na liście rejsowej, to chwilę trwa.
Podstawionymi busami jedziemy do portu.. Wsiadamy na "nasz" statek Plancius. Jest nieduży, tylko 50 kabin, ale największy w malutkim porcie.
Na pokładzie zaczynamy od powitalnego drinka i przekąsek. Nie ma już żadnych formalności typu sprawdzanie dokumentów, dostajemy kartę -klucz i idziemy do kabiny. Nieduża, ale z okienkiem. Nie jest tak komfortowa jak na dużych wycieczkowcach, ale ma wszystko co trzeba.. Ma trochę niestandardowy układ, ze względu na kształt, ale nam bardzo to pasuje. Każda z nas ma swoją szafę tuż przy łóżku, ,ale w innych częściach kabinki, więc nie ma tłoku przy ubiorze. Na szczęście deszcz jest trochę mniejszy , obserwujemy więc z pokładu jak ładują nasze bagaże.. Przed odpłynięciem mamy jeszcze obowiązkowe szkolenie.
W końcu odpływamy. A hoj przygodo :DJeszcze przed kolacją mamy pierwsze spotkanie z częścią załogi i szybką odprawę. Dowiadujemy się co nas jeszcze czeka tego dnia
Okazuje się, że po kolacji odwiedzimy osadę Qassiarsuk .
Trasa naszego rejsu
Mijamy taką ciekawą jednostkę . Wygląda trochę jak widmo w tej mgle. Fajne widmo
Stajemy całkiem blisko brzegu. Świetnie widać kolorowe zabudowania . A to co się bardzo rzuca w oczy to zielone zbocza, całkiem bujnie porośnięte trawami
Niestety wciąż siąpi, ale i tak dobrze, że nie leje jak wcześniej.
Do brzegu szybko dopływamy zodiakami i idziemy na zwiedzanie.
Qassiarsuk nie jest zwykłą grenlandzką osadą. Dawniej nazywała się Brattahlid i jest ściśle związana z początkiem Vikingów na wyspie. To właśnie tutaj po koniec X wieku przybył Eryk Rudy wygnany z Islandii za zabójstwa..Poszedł w ślady ojca , który za zabójstwa skazany został na banicję z Norwegii.
Eryk założył tu pierwszą osadę. Tak się rozpoczęła się trwająca parę ponad 400 lat kolonizacja Grenlandii przez Wikingów.
Stąd też Vikingowie pod wodzą syna Eryka rozpoczeli podróże do Vinylandii ( obecnie) Kanada
Obecnie żyje tu ok 50 osób i wciąż hoduje się owce .
Nasz statek we mgle
Pozostałości po Wikingach
Pierwszy kościół
Spodnie z niedżwiedzia